niedziela, 6 października 2013

Kolorowe kredki w kosmetyczce noszę... Just Bitten Kissable od Revlon



Na co dzień nie używam szminek czy kredek do ust. Jeśli maluje usta, to wyłącznie balsamem (niekoloryzującym) lub błyszczykiem. Zawsze mam wrażenie, że kolor na ustach nie wygląda u mnie dobrze. Ale kiedy trafiła mi się superokazja - kupić 3 kredki za 10 zł (od bardzo sympatycznej sprzedawczyni na allegro), nie wahałam się ani chwili. Tym bardziej, że cena jednej kredki w Hebe to wydatek około 45 zł.

Postanowiłam więc ubrać się w owe kredki i co nieco Wam pokazać. :)


Ale zanim przejdę do zdjęć - kilka słów na temat kredek:

Revlon Koloryzujący balsam do ust Just Bitten Kissable . Połączenie lśniącego koloru z nawilżająco-odżywczą recepturą balsamu do ust. Miękka, jedwabista formuła na bazie mięty zapewnia niezwykle przyjemną aplikację oraz skuteczną pielęgnację ust. Podczas stosowania dopasowuje się do kształtu ust. Kształt pisaka pozwala na szybką i prostą aplikację bez użycia lusterka. (źródło: https://kosmetyki-sklep24.pl/product/5450/revlon-pomadka-i-balsam-do-ust-just-bitten-kissable-nr-020)






Rzeczywiście balsam w kredce niesamowicie nawilża usta i pozwala na prostą, przyjemną aplikację. Kolor jest intensywny i trwały. Balsam ma zapach mięty, co mi osobiście nie odpowiada. Wolałabym słodszy aromat, ale to nie jest aż tak ważne w porównaniu do innych cech tego produktu.

Poniżej przedstawiam Wam moje cudeńka w trzech kolorach: lovesick passionnee (020), crush begin (005) oraz rendezvous rendez-vous (040).





 1. lovesick passionnee (020)

Trzecie zdjęcie - usta odciśnięte na chusteczce.:)
 2. crush begin (005)

Drugie zdjęcie - usta odciśnięte na chusteczce.

 3. rendezvous rendez-vous (040)

Zdjęcie drugie - usta odciśnięte na chusteczce.
Mnie najbardziej do gustu przypadł kolor ostatni - jest delikatny, ale ma w sobie to coś.

A Wy jak sądzicie?
Czytaj dalej »

sobota, 5 października 2013

Smoczy owoc od YANKEE CANDLE

Dziś krótko i przyjemnie dla nosa. :)

Rozpoczął się nowy rok akademicki, a wraz z nim rozpoczęło się moje szaleństwo zakupowe.
Mieszkam pod Warszawą i gdy do stolicy jeździć nie musiałam, to nie jeździłam: nie odwiedzałam Natury i innych sklepów, których u mnie w okolicy nie ma. :)

Takim sposobem wstąpiłam (między zajęciami) do sklepu z zapachami w podziemiach metra.
Tym samym kupiłam moje pierwsze woski.
Początkowo chciałam zamówić przez Internet, ale stwierdziłam, że chyba wolę powąchać i wybrać odpowiedni.

Zdecydowałam się na pink dragon fruit, a więc ukochaną przeze mnie pitaję (wciąż szukam jej świeżych owoców po sklepach:)).

Zapach mnie uwiódł, więc musiałam go wziąć.

Nie przedłużam, oglądajcie:




Nie wiem, czy wszystkie woski się tak zachowują, ale mój się pokruszył, gdy chciałam go przełamać.:) Ale dla mnie to nawet lepiej. :)










Smoczy owoc pachnie pięknie. Jego aromat unosił się przez bardzo długi czas po całym domu. Nawet teraz, gdy podchodzę w okolice, gdzie stoi kominek, czuję ten uroczy, słodki zapach. W poniedziałek lecę po kolejne!:)


Ps. Niedługo zobaczycie makijaż wykonany paletką Sleek'a.
Mój ukochany mi ją podarował. :)

Czytaj dalej »

piątek, 4 października 2013

Kiwi od My secret



Jestem zakupoholiczką – to pewne.:)
Po wejściu do sklepu prawdopodobieństwo, że wyjdę z niego z pustymi rękoma, jest nikłe. Nie daj Boże, żeby to było Hebe, Rossmann czy Natura.

Moim kolejnym łupem jest lakier My secret w kolorze kiwi. Jako że uwielbiam ten owoc – i jeść, i na niego patrzeć – musiałam go wziąć. Dobrze zrobiłam. Lakier nie tylko w buteleczce jest śliczny, na paznokciach także. Dodatkowo wydziela piękny aromat podczas malowania, który utrzymuje się już kilka godzin (fajna sprawa!)

Miałam na niego chrapkę już jakiś czas temu, ale daleko było mi do Natury. Miałam wakacje, wolałam się wylegiwać się na słońcu niż jeździć po Warszawie.
Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Mam go w swojej kolekcji i jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

Jaki jest?

Kolor: 167 KIWI (z czarnymi drobinkami - nie wiem, czy mój aparat zdołał je wychwycić:))

Pojemność: 10 ml

Opakowanie: estetyczna, kwadratowa buteleczka

Aplikacja: przyjemna; pędzelek pozwala na równomierne rozprowadzanie (będzie widoczny na zdjęciach niżej)

Samo malowanie: jest bardzo przyjemne. Pierwsza warstwa lakieru jest jak mgiełka. Dwie warstwy w pełni pokrywają płytkę paznokcia. Nie ma smug i plam. Ponadto lakier pięknie połyskuje (na zdjęciach nie ma nabłyszczacza).

Jakość: bardzo dobra za niską cenę, adekwatna do ceny

Trwałość: jak dla mnie bardzo dobra, wygrał z domowymi obowiązkami.

Cena: w promocji zapłaciłam niecałe 4,50 zł.

Chętnie kupię inne kolory z tej serii. Jest jeszcze piękny kobalt i malina. Muszę je mieć!





A tu prezentacja na paznokciach (nie są idealne, wiem, ale pracuję nad nimi:D)










A Wam jak się podoba pyszne, zielonkawe kiwi od My secrets?:)

Czytaj dalej »

czwartek, 3 października 2013

Mój ideał od Pharmaceris



Wspominałam już, że ciężko było mi znaleźć taki podkład, który nie uwidaczniałby mi suchych skórek oraz nie zapychał porów. Poza tym trudno było mi spotkać taki fluid, który nie ciemniałby na mojej twarzy, i nie ścierał się zbyt szybko.

Miałam przeróżne podkłady: Avon, Hean, Max Factor, Paese, Vichy, Bourjois i wiele innych, ale żaden z nich w pełni mnie nie zadowalał (choć zdarzały się wśród nich nawet dobre podkłady, ale nie idealne dla mojej cery).
Uwierzcie mi, szukałam bardzo długo. Gdy wchodziłam do jednej z często odwiedzanych drogerii
i mówiłam, że chcę podkład – ekspedientkom schodził uśmiech z twarzy.
Nie wiem, może byłam zbyt wymagająca, a może po prostu nie pasował mi podkład, który dla większości jest hitem (kiedyś namówiono mnie na Color Adapt Max Factor w kolorze Golden – nie spodobał mi się, och, jaka naiwna byłam!:D).

Miałam jeszcze wiele przygód z fluidami. Męczyłam się około 5 lat (masakra!), żeby znaleźć coś, co sprawi, że moja twarz będzie wyglądała naturalnie i świeżo. Było jeszcze jedno wyjście – chodzić bez makijażu, ale chyba bym się nie odważyła (w sobotnie leniwe popołudnie tak, ale nic więcej).
Próbowałam też kremów BB, ale o tym napisze innym razem. Zrobię podsumowanie tych, które miałam w ręku (a może lepiej brzmi na twarzy).

Przechodząc do rzeczy – W KOŃCU ZNALAZŁAM SWÓJ IDEAŁ! (a zaraz po nim kolejny)
Jest nim NAWILŻAJĄCY FLUID ANTYOKSYDACYJNY Z SYLIMARYNĄ od PHARMACERIS.



Fluid długotrwale nawilża głębsze warstwy naskórka i zapewnia trwały 10-godzinny makijaż. Unikalna kompozycja pigmentów doskonale wyrównuje koloryt skóry, maskuje niedoskonałości cery nie powodując efektu maski. Specjalistyczna formuła antyoksydacyjna na bazie sylimaryny intensywnie neutralizuje wolne rodniki i zabezpiecza skórę przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Sprawia, że skóra jest odstresowana i mniej podatna na podrażnienia i przesuszenia.
Lekka konsystencja fluidu opartego na technologii SoFTBase nie obciąża skóry oraz nie zatyka porów pozwalając jej oddychać. Zawartość fotostabilnych filtrów UVA i UVB zapewnia ochronę przed szkodliwymi skutkami promieniowania słonecznego
.(źródło: http://www.aptekagalen.pl/p4571,pharmaceris+f+nawilzajacy+fluid+antyoksydacyjny+z+sylimaryna+spf20+tanned+03+30ml)


Jest naprawdę spełnieniem moich makijażowych marzeń.
Po pierwsze, dobrze nawilża moją skórę, nie podkreślając suchych partii mojej twarzy. Po drugie, nie uczula mnie, nie mam po nim żadnych zaczerwienień, wyprysków czy innych nieprzyjemnych gości. Jest delikatny i przyjemny w nakładaniu.. ale zaraz, zaraz, po kolei..:)


ZAPACH:
delikatny, po nałożeniu wyczuwalny przez chwilę na twarzy, potem neutralizuje się, więc dla mnie to jest jak najbardziej ok.

KONSYSTENCJA:

jak przystało na fluid nawilżający ma lekką formułę, szybko się wchłania.

KOLOR:

mój jest najjaśniejszy, czyli IVORY, ale podkład występuje w 3 odcieniach: ivory, natural, tanned. 






DZIAŁANIE:

doskonale współpracuje z moją skórą, wtapia się w nią, nie tworząc efektu maski. Nawilża przesuszone miejsca, a nie podkreśla ich, jak większość jego poprzedników. Nie powoduje podrażnień na mojej bardzo wrażliwej skórze. Nie ciemnieje, pozostawia skórę gładką, delikatną i pachnącą. (Koleżanka nawet pytała, jaki mam podkład, tak jej się spodobał). Poza tym chroni twarz przed promieniami UV, ma filtr SPF 20.

KRYCIE:

jak dla mnie jest to średnie krycie, ale większego nie wymagam od podkładu nawilżającego. Wystarczy użyć korektora w celu zamaskowania niechcianych „cudaków” na twarzy.

TRWAŁOŚĆ:

producent zapewnia trwały, 10-godzinny makijaż. Jest w tym trochę racji. Na pewno do 8 godzin twarz wygląda dobrze.

POJEMNOŚĆ:
30 ml

CENA:
w zależności, gdzie się go kupuje. Cena waha się od 33-39zł.

MOJA OCENA: 6! (kolejna szóstka:D)

CZY GO KUPIĘ? Tak, tak, tak! Bez wątpienia. Podpisuję się pod nim rękoma i nogami.



Kilka zdjęć:
bez podkładu


z podkładem <3



i tu też.:)



A tu już z lekkim makijażem (ciągle trenuję:D)



mam na sobie:
podkład
puder sypki Essence all about mat
kredkę Oriflame
tusz Lovely Pump up



:)

I ostatnie :)

Ps. Wyżej wspomniałam, że znalazłam kolejne cudo, które czeka na codzienne używanie. Na razie miałam go na sobie raz i zrobił na mnie dobre wrażenie. Mowa tu o kolejnym podkładzie od Ireny Eris – MAKE UP ART. ILLU SPHERE rozświetlająco-wygładzający podkład z proteinami (kolor: ivory). O nim wkrótce.

A Wy macie jakieś doświadczenia z Pharmaceris?

Czytaj dalej »

środa, 2 października 2013

Batiste - moja nowa miłość!


Początkowo w ogóle nie rozumiałam, dlaczego wszyscy zachwycają się suchym szamponem tej firmy. Nie wierzyłam, że może odświeżyć włosy. Sądziłam, że, gdy włosy utracą świeżość, nie ma innego ratunku niż potraktowanie ich wodą z szamponem.

Nic bardziej mylnego!

Gdy tylko zobaczyłam, że suchy szampon Batiste dostępny jest stacjonarnie (w Hebe), pomyślałam łaskawie: ok. dam mu szansę. I wykorzystał ją! :) Jest moim najlepszym przyjacielem, gdy nie mam siły wstać wcześniej w celu umycia włosów. Naprawdę!

Mój egzemplarz jest przeznaczony do włosów ciemnych, więc i kolor szamponu jest brązowy, co jest naprawdę fajne, gdyż nie mam białego pyłu, jak w przypadku innych suchych szamponów (jak np. Schwarzkopf).







Co o nim myślę?

Po pierwsze ZAPACH:
jest piękny, świeży, utrzymuje się długi czas na włosach. Odświeża więc nie tylko wizualnie. Nadaje włosom subtelny zapach (jak dla mnie supersprawa!)

KOLOR:
brązowy, idealny dla brunetek. Blondynka raczej mogłaby pobrudzić sobie nim włosy, ale są przecież inne rodzaje tego cudotwórcy. :)

DZIAŁANIE:
Rzeczywiście matuje włosy, nadaje im objętość. Powoduje, że naprawdę nie widać, że włosy nadawałyby się już do mycia. Po "wklepaniu" produktu we włosy są one miękkie i delikatne.

CENA:
około 15-16zł

DOSTĘPNOŚĆ:
np. Mintishop (sklep internetowy)
Hebe

MOJA OCENA: 6 z plusem! Jest naprawę rewelacyjny. Kupię go z chęcią.
Myślę, że stał się nieodłącznym bywalcem mojej kosmetyczki.


Miałyście z nim do czynienia? (ps. to pytanie retoryczne. :)

Jutro opiszę Wam moje idealne spotkanie z Podkładem nawilżającym od Pharmaceris i będę miała wkrótce dla Was niespodziankę! :)
Czytaj dalej »

wtorek, 1 października 2013

jak w tureckiej łaźni termalnej... czyli randka z olejkiem do kąpieli od Avon.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju olejki do kąpieli. Gdy tylko jakiś wpadnie mi w ręce - biorę!
Tym razem nie było inaczej.

Bohaterem jest: Olejek do ciała, włosów i paznokci z tureckiej łaźni termalnej Planet SPA od Avon.
Upolowałam go w promocji (kosztował mnie jakieś 10zł) i czekałam z niecierpliwością na jego przyjazd.:)





Pierwsze spotkanie z nim było cudowne. Aromatyczny, przyjemny, kojący zmysły zapach uwiódł mnie od razu.
Zanurzona po szyję w jego "objęciach" czułam się dosłownie jak w łaźni.. :)

A teraz do rzeczy:

Dodałam kilka kropli olejku (a nawet kilkanaście, bo jestem maniaczką!) do wanny, gdy się napełniała. Zapach unosił się w całej łazience i bardzo mnie relaksował. Ten avonowski specyfik znakomicie nawilżył moją skórę i pozostawił gładką i pachnącą.
Nie pozwoliłam na obcowanie olejku z włosami, gdyż uważałam, że może obciążyć moje włosy. Za to do paznokci sprawdził się dobrze.
Choć i tak skupiałam się na nim wyłącznie podczas długiego leżakowania w wannie. :)




Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to  do jego wydajności (starczył mi na kilka kąpieli [potem już go oszczędzałam:D]) i ceny. Buteleczka o pojemności 150 ml za ok. 20 zł bez promocji to troszkę za dużo.

Ale podsumowując, oceniam go na piątkę!

U mnie się sprawdził i chętnie do niego wrócę. A wy macie jakieś zdanie o nim?

Pozdrawiam! :)
Czytaj dalej »
Copyright © 2014 jest takie miejsce... , Blogger